Czy opłaca się być instruktorem?

ile zarabia instruktor nauki jazdyCiekawa dyskusja wywiązała się na jednym z for poświęconych nauce jazdy. Poruszane tematy to m.in. płace instruktorów, kryzys w branży i szkodliwość szkół zaniżających ceny kursów. Oto kilka ciekawych cytatów z wypowiedzi użytkowników. Zapraszam do komentowania.

INSTR: Czy warto zostać instruktorem? Czy się opłaca? Moje przemyślenia… Powiem tak warto spróbować i się sprawdzić, ale po 1,5 roku jazdy dochodzę do wniosku że nie powinno się traktować tejże pracy jako pracy pełnoetatowej. Kiedy ja osobiście zaczynałem kurs pojechałem do mojego zacnego Pana Instruktora, który jeszcze mnie przygotowywał do mojego egzaminu na prawo jazdy. Powiedział że warto, żeby próbować. Tak więc poszedłem za radą zrobiłem kurs, zdałem za 2gim razem. (…) Zacząłem więc jeździć jako instruktor. Oczywiście na początku stawka nie była rewelacyjna, ale cieszyło bardzo bo było to coś nowego. Kontakt z ludźmi, poznawanie branży. Jeżdżę już 1,5 roku i pomału przestaje się to podobać. Spełniam się w zawodzie, ludzie mnie lubią i ja ich też, zdawalność też w porządku, ale motywacji zero… Czasami trafi się jakiś „lewy” kursant który przejeździ 38h i nadal jest „lewy” (tak, tak teraz już nie obawiam się używać tego określenia) to ręce opadają i zadaję sobie pytanie „za jakie grzechy ja tu siedzę?” . Umowa co prawda o pracę ale najniższa stawka krajowa (prawdziwa wypłata idzie pod stołem). Także emerytura kosmiczna (o ile w ogóle można na nią liczyć) i kredyt w banku przyznany na 8tyś zł za co możemy kupić 10 letni samochód klepany przez turków w stodole pod Berlinem. Czas pracy też nie jest normowany, można pójść na 2h do pracy, potem 5h okienka i znowu. Co prawda może to komuś odpowiadać ja tylko wyrażam swoją opinie. Dodam jeszcze że za 160 – 170h pracy zarabiam około 1400zł – 1500zł bez żadnych dodatków, świadczeń o bonach świątecznych nie wspomnę. (…) Podsumowując: praca jest fajna, na pewno rozwija, możliwość przebywania z ludźmi, satysfakcja z ich zdanego egzaminu, przychodzi ktoś kto nie wie co to samochód, a potem dzwoni że zdał egzamin. Są również i minusy o których już wspomniałem wcześniej, a może to tylko ja trafiłem na takiego pracodawcę, pomimo złożonych CV rynek się nie rusza, dodam tylko że dorabiam jeszcze w 2 innych firmach na umowę – zlecenie za lepszą stawkę. Ale trzeba zadać sobie pytanie, wyjeżdżasz 200h i zarabiasz około 2.000pln więc czy warto?

pawel1: Ta praca nie jest dla pieniędzy a jak nie dla pieniędzy to po pewnym czasie każdy się wypali.Zawód instruktora (bez własnego samochodu) jest gorzej opłacany niż roznosiciela ulotek. Przykre ale prawdziwe. Także jestem zdania, że ma to sens tylko jako praca dodatkowa. Podejrzewam,iż raczej to się nie zmieni. OSK zaczęły z braku kursantów szkolić ludzi na instruktorów mamiąc ich zatrudnieniem po zdanym egzaminie. Koło się nakręca – przybywa instruktorów a pracy ubywa więc zawód jest małopłatny.

bednar: Przy tych warunkach jakie teraz są a będzie jeszcze gorzej przekwalifikowanie się na zawód instruktora jest nieopłacalne. Ludzie, którzy bardzo się spełniają w zawodzie, odchodzą bo nikt nie chce pracować dla idei. Przykre ale prawdziwe.

doswiadczony: Ceny kursów tragedia, OSK myślą tylko o przetrwaniu. Zadaje sobie pytanie jak można wyżyć z 2-4 kursantów w m-cu przy cenie kursu ok 1300zł. W moim przypadku nigdy nie zakładałbym OSK bez innego zabezpieczenia ( dochodów) za duże ryzyko. (…) Gdybym nie posiadał innych dochodów oprócz OSK to praca byłaby bardzo nerwowa.

majeranek: Ja przerobiłem już wszystkie formy pracy jako instruktor. Na początku praca u prywaciarza od rana do nocy za kiepską stawkę. Godzinami się nadrabiało. Później jeżdżenie na swoim samochodzie, tragedia serce boli. :) Później własny ośrodek, wchodzenie na rynek, praca 7 dni w tygodniu bo dochodzi reklama, biurokracja. Może nie było najgorzej, ale ośrodków narobiło się na każdym rogu i jak wiadomo załamanie rynku. Ośrodek trzeba było zamknąć.
Teraz jeżdżę w fajnej firmie ale z godzinami kiepsko. Tyle dobrego że projekt unijny wchodzi to stawki przynajmniej lepsze. Reasumując: przy dzisiejszych realiach pracę instruktora nauki jazdy trzeba traktować jako hobbistyczną i dorywczą. (…) Ostatnio zobaczyłem wielką reklamę na bilbordzie multimedialnym. Szkoła Cabrio – cena kursu kat. B – 950 zł !!! Ku dobremu nie idzie.

siasiq: no ja otworzyłem własny OSK w mieście gdzie było ich 4, 2 miejscowe i 2 dojezdne OSK no i wraz z powstaniem mojego OSK 1 miejscowy i jeden dojezdny zbili ceny do 999zl (…) zależy to wszystko pewnie od regionu w Gdyni ponoć maja stawki 1400zl wiec fajnie tam jest
Pozdrawiam i nie dajcie się walczcie TWARDO z ale i z honorem a nie ceny na łeb na szyje

szkoleniowiec: Nie macie co narzekać. U nas stawki za kurs wynoszą około 700-800zł.
Rekord – 690zł. I jak tu prowadzić osk???

majeranek: A przy takiej cenie to już się nie dokłada do interesu???
Jak ja, już dawno temu robiłem prawo jazdy, kurs o ile dobrze pamiętam kosztował jakieś 600 zł. 20 godz. teorii, 20 praktyki. Wykłady – na wersalce u Pana Zbyszka w mieszaniu w bloku.

kopan: Pora najwyższa nie opuszczać ten kraj i wcinać się do kraju w którym się opłaci. Nie tędy droga. Pora przejrzeć na oczy i zobaczyć że tam się opłaci bo ?? Bo robotnicy leją w pysk właścicieli za propozycję zarobków poniżej minimum. Leją w pysk właścicieli za nieprzyzwoite propozycje. Leja nie indywidualnie a grupowo. Minimum wystarcza na to by nie zdechnąć i mieszkać w mieszkaniu – nie pod mostem. Minimum – to robisz, to zarobisz, nie robisz za Bóg czy Tusk zapłać. (…) Nie jest to zasługa tamtejszych właścicieli. To jest zasługa tamtejszych pracowników. Są zorganizowani i są zorganizowanym elementem gospodarki rynkowej. Nie robią poniżej szmaty ale robią za kapitał ludzki.

KierownikOSK: Kolega zarzuca, że właściciele OSK obniżają ceni jednocześnie obniżając stawki instruktorom.
A czy kolega wziął kiedyś kalkulator i policzył prawdziwe i wszystkie koszty prowadzenia OSK?
Skoro właściciel obniża ceny kursów to należy zadać pytanie podstawowe; DLACZEGO musi walczyć ceną nie może jakością? Gdyby jakość szkolenia w jego ośrodku była wysoka i powszechnie znana (jakość to nie tylko zdawalność ale i wizerunek firmy, instruktorów, pojazdów, jakość obsługi etc.)
Takie są prawa rynku. Obniżanie cen nie jest dobrym i tak szczerze mówiąc skutecznym środkiem pozyskania kursantów. Kursant nie jest tak głupi – wie, że jak coś jest tanie, to musi być słabej jakości.

A z drugiej strony: jeżeli robisz zakupy, chodzisz do najdroższego sklepu w okolicy, czy jeździsz do hipermarketu? Kupujesz w „stonce” czy u „ropuchy”? Tak samo właściciel OSK – wybiera. Jeżeli ma 2 instruktorów o podobnej jakości i kulturze pracy – wybierze tańszego. Prawa rynku. Skoro tak narzekasz, że jest źle – załóż własny OSK i zobacz jak to „smakuje”.

Oczywiście w jakikolwiek sposób nie uniewinniamy złych praktyk – w pewien sposób „monopolistycznych” i mocno nieetycznych właścicieli OSK. Powinni oni dokładnie spojrzeć – z boku – na swój ośrodek i poszukać oszczędności we właściwych miejscach. Zastanowić się nad organizacją biura we właściwy sposób, zawalczyć o kursanta w nowoczesny sposób. Jest XXI już od dłuższego czasu, a większość ośrodków prezentuje organizację pracy z czasów późnego Gierka. Współczesny młody człowiek – czyli główny target – potrzebuje nowoczesnej, sprawnej i szybkiej obsługi, jasnych i kompletnych informacji, precyzyjnych wskazówek i .. elastyczności oferty.

cman: Jakie oszczędności? Jaka jakość?
Najpierw kurs musi kosztować normalne pieniądze, a dopiero potem można szukać oszczędności i poprawiać jakość szkolenia.
Przy cenie za kurs np. 1200 zł (ok. 40 zł za godzinę), gdyby instruktor dostawał nawet 100% przychodów to miesięcznie zarabiałby niewiele ponad 1000 € na rękę – śmiech. W cywilizowanym kraju sprzątaczka więcej zarabia. Nie mówiąc już o tym, że w naszych chorych warunkach dostaje w rzeczywistości co najwyżej 30% przychodów, co daje 300 €…
Jakość? Mało kto będzie się starał dobrze szkolić za kieszonkowe, które dostaje.

INSTR: Zgadzam się z Cman-em. Motywacją do pracy jest wypłata wynagrodzenia. W mojej okolicy jest jeden OSK, który jest najdroższy a się utrzymuje. Właśnie dlatego że ma dobrą renomę i swoisty monopol. Na rynku działa od początku lat 90’tych. „Płotki” czyli małe ośrodku które powstają nie zagrożą mu w sposób bezpośredni. Czy opłaca się zakładać swój ośrodek? Po mojej rozmowie z „szefem” o warunkach płacowych, stwierdził wprost i w żywe oczy żebym się nie przejmował bo on ma po odprowadzeniu opłat na rękę tyle co ja.. Śmiech na sali…

SOS-Manager: Tylko czy wierzycie w to, że ceny minimalne zostaną wprowadzone?? Przecież mamy wolny rynek. I niestety trzeba szukać innych form poprawy sytuacji ekonomicznej. Te”płotki” rozkładają cały rynek nauki jazdy. Do dziś można znaleźć np. w Szczecinie kursy za 800 PLN. Może czas na zwiększenie kontroli? Jeżeli porządny OSK nie ma się czego bać – a wierzę, że tak jest – to dlaczego nie wypowiedzieć wojny takim „ośrodkom”? Wojny opartej na rzetelności. Dlaczego nie zmusić właściwych organów do wzmożenia kontroli? Może nękanie wpłynie na zwiększenie kosztów prowadzenia działalności po przez faktyczne prowadzenie zajęć, spełnianie warunków ustawowych na każdym polu (choćby prawidłowe oznakowanie pojazdów). Dlaczego dobre ośrodki muszą ponosić wszelkie koszty a inne, małe nie, dzięki czemu mogą świadczyć usługi za niższe kwoty? Może właśnie tu jest sposób na nieuczciwą konkurencję a co za tym idzie regulacje cen na rynku?

KierownikOSK: Najgorszym jednak jest coś innego – nie bierz tego do siebie, bo taką postawę wykazuje bardzo wielu instruktorów – „mój biznes”. KOlego, Twoim biznesem jest biznes Twojego OSK. Zapominasz, że grasz z właścicielem – i innymi instruktorami – ” na jedną bramkę”. Jeżeli nie potrafisz zrozumieć, że jesteście w jednej drużynie, oznacza, że powinieneś poszukać sobie innego zajęcia. W realiach tej właśnie branży to praca instruktorów jest motorem rozwoju firmy. Żadna reklama nie da nawet w 10% tego, co da dobry instruktor. Nie twierdzę, że jesteś złym, instruktorem, ale jeżeli nie potrafisz wziąć na siebie obowiązku tworzenia dobrej marki ośrodka, w którym pracujesz – zmień ośrodek. Poszukaj takiego, gdzie płacą dobrze i na czas. Gdzie drzwi się nie zamykają a kursanci płaca krocie za lekcje właśnie w tym OSK bo jakość obsługi i poziom merytoryczny wzbudza zachwyt.

majeranek: U nas był okres kiedy standardowa cena unormowała się na 1200 zł. Niektóre ośrodki zaczęły szkolić za 1400. Jeden wskoczył z ceną 1500 zł i na brak chętnych nie narzekał. Obecnie nikt nie wychyla się powyżej 1000 zł.
Dlaczego tak się stało?
Zaczęły powstawać nowe ośrodki. Fakt, każdy ma prawo, a ośrodek założyć to relatywnie prosta i niekosztowna sprawa. Są do wykorzystania dotacje unijne na dosyć preferencyjnych warunkach gdzie oprócz kwoty dotacji osoby te dostają 1000 zł. miesięcznie przez pierwszy rok działalności na bieżące utrzymanie firmy. I faktycznie te nowe OSK funkcjonują około roku czasu. Jeżdżą sobie za te 800, 900 zł reklamując się z tym na około. Różnica cenowa znaczna. No a kiedy zaczynają płacić pełny ZUS, kiedy kończą się preferencyjne warunki prowadzenia działalności trzeba się zwijać bo do biznesu trzeba by dokładać. Ale spokojnie, zaczynają powstawać nowe i tak w kółko.
(…)
Myślę że to ceny minimalne właśnie spowodowałyby znaczący wzrost jakości i rzetelności szkolenia. A nauka jazdy jest na tyle specyficznym rodzajem działalności, gdzie zdobyte tam wiedza i umiejętności mają bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo nie tylko innych kierujących. Źle ułożone panele podłogowe czy cieknący kran w łazience można zareklamować, tragedii dziejących się na drogach nie da się niestety naprawić.
(…)
I smutnym jest to, że są instruktorzy którzy niezależnie od tego ile im zapłacą a nawet, kiedy jeździliby za darmo i tak włożą w to całe zaangażowanie i serce dbając, by jak najlepiej wykorzystać każdą minutę kursanta. Dlaczego? A bo tak się złożyło, że ta praca jest dla nich spełnieniem, bo się w niej realizują, bo czerpią z niej satysfakcję, bo cieszą się radością kursanta po pomyślnym egzaminie…
Popaprani pasjonaci których i tak nikt nie doceni…

siasiq: Sam mam kursanta który na moje nie powinien mieć nigdy prawa jazdy, koleś chyba jeszcze nie dojrzał do prawka mimo ze ma 26l (podczas jazdy wpadł na gienialny pomysł ze nastraszy swojego kolege idacego poboczem i zjechal szybko na pobocze i po klaksonie, fakt ze dalem mu po hamulcach i nie zdążył zjechać i „przestraszyc” kolegę dostal opr. jak smok a i tak ma głupie pomysły itd. np odpalił sobie fajkę w aucie i po zwróceniu mu uwagi powiedział że będzie mu się lepiej jezdziło opr. i wypad z samochodu, podczas jazdy dzwoni ktos do niego, pada deszcz widoczność słaba 10h za kierownicą… co robi odbiera telefon i zaczyn gadac… myślałem ze go wysadzę na ten deszcz… opr i tak ciągle i zero poprawy, niewiem czy koleś robi to celowo czy co ale przy 1 h jazdy stwierdził ze jeździ dobrze i on chce tylko 5-10h wyjeździć i na egzamin iść…
Przepraszam że odbiegam od tematu ale jak bym mial szkolić takich ludzi za 800-900zł to bym chyba sam się zastrzelił

Kapan: Nie się nie da ale się musi bo się udusi.
I nie tylko o instruktorów idzie ale o ludzi zatrudnionych w małych prywatnych firmach.
A już twierdzenie że tworzenie związków zawodowych mija się z celem to szczyt ……
Może tak pojedziesz na zachód i poprowadzisz tamtejszym ludziom pracy szkolenia na ten temat.
Niech się odzwiązkują i zaTuskują.
Gościu tworzenie związków zawodowych to podstawa dobrobytu.
Odszmacenie pracownika.

jaszczomb: Nic nie jest tutaj proste.Mi jako przedsiębiorcy zależy na jak największym zysku przy minimalnych kosztach. Jest to naczelna zasada prowadzenia każdego komercyjnego przedsiębiorstwa i nie ma tu się czego wstydzić. Skoro państwo drze ze mnie kasę np. na emerytury dla 35 letnich policjantów to i ja się bronię jak mogę w granicach prawa. Np chętnie zatrudniłbym kogoś do prowadzenia biura. Niestety po podliczeniu kosztów wychodzi mi, że musiałbym „jeździć” na ten luksus przez tydzień za darmo a kolega Kopan i tak zarzuciłby mi, że jestem prywaciarzem – krwiopijcą bo jak śmiem zapłacić komuś 1000 złotych netto…tak więc zmuszam zonę do popołudniowych dyżurów i jest trochę sajgon+masakra ale i tak się opłaca. Pora stanąć na ziemi i przestać biadolić. Ciekaw jestem ilu z tych obrońców zatrudnia np. firmę remontową do kafelkowania a ilu „Pana Waldka”, który po godzinach połozy tak samo dobrze bez faktury i dodatkowych kosztów.

majeranek: No i właśnie w tym cała rzecz żeby w końcu zacząć traktować naukę jazdy nie na takim samym poziomie jak układanie kafelków. Jeśli „Pan Władek” przyśnie układając po godzinach to nic się nie stanie. Jeśli instruktor przyśnie po godzinach w trakcie szkolenia…
…koszty mogą być niewspółmiernie większe.
Ale czy ktokolwiek o tym myśli, czy ktokolwiek się nad tym zastanawia? Jak się kręci, niech się kręci. Po godzinach… Może niech kierowcy po kursie „po godzinach” też jeżdżą „po godzinach”… na wypadek wszelki…

Ale czy ktokolwiek o tym myśli, czy ktokolwiek się nad tym zastanawia?

jaszczomb: Oczywiście – przecież godziny pracy instruktora są ograniczone tak? Więc co jeszcze wprowadzić? Monitoring?

Monitoring :)

źródło: forum naukajazdy.pl

Dodane by admin w Nauka jazdy
  • piotr

    nie warto w takich warunkach na dzien dzisiejszy.

  • jurek

    ja ostatnio zrobiłem uprawnienia na instruktora. Kurs robiłem w Oes w Krakowie. Po dwóch tygodniach dogadałem się ze szkoła jazdy i teraz mam dodatkowe zajęcie. Jeżdżę co drugi weekend i jestem zadowolony bo zawsze jakiś grosz wpadnie

  • Janek

    Nie zgodzę sie z Piotrem. Jakiś rok temu zrobiłem kurs na instruktora w Krakowie w Oesie. Potem znalazłem pracę w tym zawodzie i teraz jeżdżę z kursantami po mieście. Praca ciekawa spotykam ciekawych ludzi a poza tym jestem tak dogadany z szefem że mogę mieć elastyczne godziny pracy co dla mnie jest bardzo ważne.

  • Maciek

    Wszystko zależy co kto lubi. Ja lubię jeździć samochodem nawet jako pasażer. lubię tez uczyć. I tak połączyłem przyjemne z pożytecznym. Zrobiłem kurs na instruktora (tez w Oes :) zdałem egzamin i jeżdżę z kursantami.