Artykuły

Jarmuziewicz Style – felieton

Dodane by admin w Artykuły, Nauka jazdy | Zostaw komentarz  

Felieton Eugeniusza Kubisia podsumowujący nową ustawę o kierujących. Eugeniusz Kubiś prowadzi OSK w Zielonej Górze, aktywnie działa na rzecz środowiska szkoleniowców i kandydatów na kierowców.

Zapraszam do czytania.

==========
Odprężając się przy myciu naczyń po całodziennej lekturze różnorodnych materiałów dotyczących ustawy o kierujących pojazdami z ostatnich dwóch lat pomyślałem, jakim ja byłem idiotą, kiedy w grudniu 2010 r. spokojnie, z lekkim zaciekawieniem czekałem na tę ustawę.

Obudziła mnie dopiero prośba – polecenie mojego szefa organizacyjnego (należę do OIGOSK), żeby zadziałać w środowisku lubuskich parlamentarzystów i rzutem na taśmę przekonać ich do wprowadzenia, do właśnie co uchwalonej ustawy, zapisu o osobówkach OSK na egzaminie państwowym.

Niezbyt entuzjastycznie, ale rzetelnie zabrałem się do roboty. Wkrótce resztki niesiwych włosów na głowie mi posiwiały i stanęły dęba. Odkryłem nikczemne zapisy o SuperOSK uprzywilejowanych prawem kaduka. Wkrótce kolejny cios. Odkryłem zdradę i głupotę kolegów – liderów trzech największych organizacji zrzeszających środowisko OSK. Wkrótce odsłuchałem nagranie, jak w skrzącej się dowcipami atmosferze uzgodnili jedyny zapis w ustawie o kierujących pojazdami – sławetny art. 31, niszczący bezwzględnie i bezapelacyjnie system szkolenia w Polsce. Jak wynikało z późniejszych publicznych wynurzeń jednego z uczestników tej prywatno-państwowej imprezy, na gruzach dotychczasowego systemu szkolenia ma powstać rewolucyjne rozwiązanie z nielicznymi ośrodkami przodującymi i peryferyjną masą.

Z czasem zrozumiałem, co znaczy mieć kumpla z wojska w ministerstwie, konkretnie w MTBiGM. I jakie to może mieć przełożenie na stanowienie prawa dotyczącego milionów obywateli w blisko czterdziestomilionowym państwie – członku Unii Europejskiej. Co tam premier, minister, parlament! Z hasłem BRD na ustach da się ich wkręcić, w co się chce!
Ten fenomen opisuje Maja Sałwacka w artykule „Kto wrzucił autobus do ustawy”, który ukazał się w „Gazecie Wyborczej” 10 lutego 2011 r.

Upłynęło trochę czasu, odbyliśmy z kolegami wiele, nieraz bardzo trudnych i nieprzyjemnych rozmów, ale w końcu wszystko sobie wyjaśniliśmy i doszliśmy do porozumienia. Od wielu miesięcy zjednoczone środowisko OSK mówi jednym głosem. W próżnię, niestety.

MINISTERSTWA nie obchodzą postulaty zbiorowe, listy otwarte, listy otwarte z tysiącami podpisów, akcje protestacyjne i interpelacje poselskie. Przez analogię do Gangnam Style’u można powiedzieć, że powstał fenomen politologiczno-socjologiczny – Jarmuziewicz Style. Świetnie scharakteryzował to zjawisko poseł Józef Rojek podczas debaty sejmowej z okazji siódmej nowelizacji ustawy o kierujących pojazdami (ciągle przed jej wejściem w życie).
Po ponownej lekturze ekspertyzy prawnej profesora Andrzeja Bałabana z grudnia 2010 roku w kwestii zgodności z konstytucją RP z 2.04.1997 r. i prawem Unii Europejskiej ustawy o kierujących pojazdami (w grudniu 2010 r. ustawa w trakcie prac w Senacie RP) widzę wyraźnie, że jednolite stanowisko najważniejszych organizacji zrzeszających środowisko OSK w Polsce jest zasadniczo zgodne z wnioskami profesora.

Można było mieć nadzieję, że po przesunięciu terminu wejścia w życie ustawy z lutego 2012 r. na styczeń 2013 r., rzekomo z winy WORD-ów, Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej weźmie pod uwagę ekspertyzę konstytucjonalisty, profesora prawa oraz mocno logicznie uargumentowane, jednolite stanowisko profesjonalistów, reprezentujących zjednoczone środowisko OSK.

Niestety, w efekcie całkowitego ignorowanie głosów ludzi kompetentnych (Jarmuziewicz Style!), od 19 stycznia, po długich i ciężkich bólach porodowych, wchodzi w życie ustawa demolująca system szkolenia w Polsce. Ustawa, która będzie generowała udrękę dla milionów kandydatów na kierowców i kilkudziesięciu tysięcy osób zajmujących się szkoleniem.

    „Zyskujemy”:

  • SuperOSK – potwora niszczącego nawet najlepsze ośrodki, wyspecjalizowane w najpopularniejszej, podstawowej kategorii prawa jazdy – B.
  • E-learning – nowoczesny sposób nauczania tylko dla posiadaczy ciężarówek i autobusów, niedostępny dla 99 proc. działających obecnie OSK.
  • Możliwość szkolenia dzieci na kartę rowerową, zastrzeżoną wyłącznie dla posiadaczy ciężarówek i autobusów.
  • Likwidację z dniem 19 stycznia 2013 r. jednoosobowych OSK, także założonych przy finansowym wsparciu przez państwo polskie lub Unię, jeżeli ich właściciele mają staż instruktorski krótszy niż trzy lata.
  • Pozbawienie prawa wykonywania zawodu psychologów, uprawnionych do badań psychologicznych kierowców i wykonujących to zajęcie nawet od 30 lat, jeżeli nie mają ukończonych studiów podyplomowych w zakresie psychologii transportu w dniu wejścia w życie ustawy.
  • Prawo do nagłej i niespodziewanej wymiany dopiero co kupionych na kredyt za 50 tys. zł od sztuki aut szkoleniowych, jeżeli jakiś diler skusi twój WORD wypasionym i ubezpieczonym autem egzaminacyjnym za 1 grosz.
  • „Jednolity” system teleinformatyczny obejmujący WORD-y, starostwa, OSK bez zapisania w ustawie i rozporządzeniach mechanizmu prawnego tworzenia takiego systemu. Efekt – żenująca publiczna awantura dwóch państwowych instytucji – ITS i PWPW, walczących o zwycięstwo w 49 postępowaniach, ogłoszonych przez 49 WORD-ów, dwa różne teoretyczne egzaminy państwowe (na razie!), groźbę paraliżu systemu po 19 stycznia, brak państwowego nadzoru nad treścią państwowego egzaminu teoretycznego, przerażenie i dezorientację w OSK (Jarmuziewicz Style!).
  • Legendarną informatyzację procesu zdobywania prawa jazdy, w efekcie której żywy nośnik informacji i kasy (kandydat na kierowcę) będzie musiał odbyć jedną lub dwie dodatkowe wizyty w starostwie właściwym z uwagi na miejsce stałego zameldowania, zanim w wybranym OSK będzie mógł zapisać się na kurs prawa jazdy. Np. student Uniwersytetu Zielonogórskiego pochodzący z Nowego Sącza będzie musiał osobiście, przed rozpoczęciem kursu w zielonogórskim Motoreksie, odwiedzić ze dwa razy starostwo w Nowym Sączu, żeby uzyskać słynny profil kandydata na kierowcę. Głupiej nie da się tego wymyślić (Jarmuziewicz Style!).

Ustawa o kierujących pojazdami, cytując licznych posłów, uczestników debat parlamentarnych, to bubel. Poseł Krzysztof Tchórzewski zapowiedział z trybuny sejmowej skierowanie jej do Trybunału Konstytucyjnego.
Kiedy w 2011 roku przeczytałem w opinii profesora Bałabana, w odniesieniu do dotychczasowych regulacji prawnych, starą rzymską zasadę – „spokojne, nie ruszać”, pomyślałem, że jest to ocena trochę na wyrost. Nie sądziłem, że tylu inteligentnych ludzi, za tak duże publiczne pieniądze, pracując przez tyle lat, stworzy w końcu potwora godnego doktora Frankensteina.

Nachodzi mnie obraz z okresu tuż po zakończeniu mistrzostw Europy w piłce nożnej. Na krzesłach ustawionych na murawie Stadionu Narodowego siedzi redaktor Kraśko oraz premier Tusk. Redaktor z trudem przeżywa pustkę, jaka nastąpiła po tej wzniosłej dla Polski imprezie. Wymyśla, czym by ją wypełnić. Może olimpiadą? Minister Nowak, kiedy w parlamencie niekonstytucyjnie przepychana jest siódma nowelizacja ustawy, roztacza, z groźną i naznaczoną troską miną, obraz Narodowego Programu BRD!
W swojej ograniczoności (jestem Koziorożec, ciężki typ) nie mogę pojąć, jaki jest związek między oficjalną informacją, że w 2012 roku na polskich drogach zginęło najmniej ludzi od 1975 r. a złą i ciągle pogarszającą się (oficjalnie!) pracą polskich instruktorów nauki jazdy.

Plan na najbliższy miesiąc jest następujący:
Wariant A – liderzy zjednoczonego środowiska OSK w Polsce organizują skierowanie skargi do Trybunału Konstytucyjnego.
Wariant B – skargę do Trybunału Konstytucyjnego nasi liderzy przygotują razem z posłami opozycji.
Wariant C – posłowie koalicji, najlepiej wprawieni w przygotowaniu siódmej nowelizacji UOKP, przygotują ósmą szybką nowelizację, dogłębnie racjonalizującą to, co zostało z ustawy z 5 stycznia 2011 roku.
Wariant D – ja, Eugeniusz Kubiś, wezwę koleżanki i kolegów z całej Polski do obywatelskiego wystąpienia do Trybunału Konstytucyjnego.

Właściwie to dlaczego mamy dać się zniszczyć przez głupotę, arogancję i hucpę (Jarmuziewicz Style!). Przecież jesteśmy obywatelami, a nie głupimi niewolnikami.

Eugeniusz Kubiś
==========

źródło: Magazyn Szkoła-Jazdy, fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta

Ile powinien kosztować kurs na prawo jazdy?

Dodane by admin w Artykuły | 3 komentarze

Kolejny raz poruszony został temat cen kursów, rosnących kosztów i ogólnie kondycji branży nauki jazdy. Przed końcem ubiegłego roku w sieci ukazał się apel Tadeusza Stępniaka, instruktora i kierownika OSK, skarbnika wielkopolskiego stowarzyszenia skupiającego ludzi szkolących kierowców. Tekst zawiera wiele ciekawych spostrzeżeń.

Koleżanki i Koledzy!

Od 2012 r. zmienia się system szkolenia. Od Ośrodków Szkolenia Kierowców wymaga się coraz więcej – poprzeczka idzie w górę. Coraz więcej musimy inwestować, coraz lepiej przygotować kursantów do egzaminu. A z czego inwestować, jeśli cena kursu stoi w miejscu lub spada w dół, podczas gdy (nie tylko – ale najbardziej) paliwo bardzo wyraźnie „idzie w górę”, także części samochodowe i naprawy – za regulację zaworów w Renault Clio trzeba zapłacić kilkaset zł, a trwa to od 1 do 1½ godz.!

Podczas badania kandydatów na kierowców lekarz zadał mi pytanie: od kiedy współpracujemy? – Od 2002 r. Ile wtedy kosztował kurs? – kat. B: 1400 zł. A ile kosztuje dziś? – 1250 zł. Ile wtedy kosztowało paliwo? – Ok. 3,50 zł/litr, a dziś ok. 5,50-6 zł./l, a nie jest tajemnicą, że za 1 litr w 2012 r. zapłacimy 8-9 zł/litr. Wówczas było 10 godz. teorii; dziś jest 30 godz. teorii.

1400zł. : 3,50zł/l = 400 litrów paliwa.

1250 zł. : 6,00zł/l = 208 litrów paliwa.

Wartość kursu w stosunku do paliwa wtedy i dziś wynosi ok. 50 %.

A gdyby do dzisiejszej ceny kursu (do każdej kat.) dodać 1000 zł? ZA DUŻO???

Egzamin praktyczny w WORD na kat. B kosztuje 112zł – od lutego egzamin będzie kosztował 200 zł, a trwa średnio ½ godz. Przecież niektórzy nie wyjeżdżają z placu i „są lżejsi” w ciągu kilku minut o 112 zł, egzamin na kat. C+E dziś to 195 zł.

Dlaczego ½ godz. jazdy na egzaminie państwowym na kat. B kosztuje 112 zł? Dlaczego niektóre WORD-y upadają przy takiej stawce? Czyżby 112 zł za godzinę jazdy było za mało? A może WORD-y mają więcej administracji? Po kilku lub kilkunastu latach szkolenia też będziesz miał tyle dokumentacji w przeliczeniu na 1 zatrudniona osobę.

Gdyby 1 godzina jazdy samochodem osobowym na kursie na prawo jazdy kat. B była skalkulowana na 100 zł x 30 godz. jazdy + 500 zł za szkolenie teoretyczne, daje to kwotę 3500 zł.

W WORD-ach to 112 zł za ½ godz. jazdy.

Cena kursu to nie tylko cena paliwa i to, co skonsumujemy. Pamiętać musimy, że z tej kwoty odłożyć trzeba także na nowy samochód (który musimy zmienić co kilka lat – a nikt nam do niego nie dołoży). Jeśli wszystko skonsumujemy, to za co kupimy nowy samochód? Za co uzupełnimy wyposażenie sali wykładowej? Za co kupimy nowe materiały dydaktyczne?

Dlatego proszę Was o rzetelne i rozsądne przekalkulowanie nowej ceny w 2012 r.

Nie namawiam do zmowy cenowej, aby wszyscy mieli jednakową cenę, jednak do rozsądnego skalkulowania nowej ceny. Ceny muszą się różnić między poszczególnymi OSK, ponieważ nie każdy daje jednakowy standard szkolenia. Jednak, aby poziom szkolenia podnosić, trzeba mieć z czego zainwestować w OSK. Przy obecnych cenach jest to niemożliwe. Dziś jeden instruktor z biurem w teczce nie ma szansy na przetrwanie.

Kiedyś usłyszałem (mówiła mi to osoba ok. 20 lat wstecz, a dziś jest już na emeryturze), że za jej młodości prawo jazdy (kat. B – wtedy III kat.) kosztowało 1 do 2 miesięcznych pensji (wtedy było 12 godz. jazdy i 60 godz. teorii). Dziś, aby uzyskać kat. B, wystarczy najniższa pensja, a szkolenie praktyczne trwa 30 godz.

Urząd Kontroli Skarbowej

Czy pamiętacie jeszcze, że w tym roku po raz pierwszy w historii odwiedziły nas Urzędy Kontroli Skarbowej? Cieszysz się, że u Ciebie nie byli? Nie martw się – w następnych latach będą również u Ciebie. Będą sprawdzać wybrany rok z ostatnich 5 lat. Wiem, bo u mnie byli – a coś znaleźć muszą. Z czego zapłacisz? Na skontrolowane w 2011r. 108 ośrodków w 106 UKS znalazł 50 mln zł. Średnio prawie 50 tys. zł/OSK. Za jeden rok. Potem wrócą sprawdzić następne lata, bo dziura jest duża. Jeśli teraz zlikwidujesz ośrodek, to i tak przez 5 lat będziesz drżał, aby do Ciebie nie przyszli – a do takich przyjdą w pierwszej kolejności. Słyszałem, że pewien właściciel po otrzymaniu zawiadomieniu o kontroli przez UKS sprzedał wszystko i kupił bilet „w jedną stronę”. Chcesz być następny?

Szkoleniem kierowców zajmuję się ponad 20 lat. Przez ten czas „z niejednego pieca chleb jadłem” – pozostało mi jeszcze kilkanaście lat do emerytury. A emerytura będzie najniższa. Można – mamy w końcu wolny kraj – ubezpieczyć się na dodatkową emeryturę. Można pod warunkiem, że będziemy mieli z czego zapłacić składkę na dodatkowe ubezpieczenie chorobowe i emerytalne.

Pytam więc WAS wszystkich dlaczego:

• na Zachodzie 1 godz. jazdy samochodem osobowym kosztuje kilkadziesiąt euro? Ceny utrzymania samochodu tam są niewiele wyższe niż u nas.
• tamtejszy instruktor odstawia samochód na serwis z byle czym, a nas na to nie stać?
• polski instruktor/właściciel OSK niejednokrotnie sam naprawia samochód?
• polski instruktor/właściciel OSK w Polsce pracuje ponad siły?
• polski instruktor/właściciel OSK nie może pozwolić sobie na coroczne wakacje?
• polski instruktor/właściciel OSK nie ma karty nauczyciela?
• polski instruktor/właściciel OSK nie dba o swoją godność, o swój autorytet? – czy zaniżona cena podnosi nasz wizerunek?
• polski instruktor/właściciel OSK nie ma czasu dla rodziny, dla własnych dzieci?
• polski instruktor/właściciel OSK chce się zestarzeć w samochodzie za najniższą emeryturę (kilkaset zł./m-c)?
• polski instruktor/właściciel OSK z ceną „idzie” w dół podczas gdy koszty rosną?
• polski instruktor/właściciel OSK nie myśli o SWOJEJ przyszłości?
• nas nie stać na zakup własnego symulatora choćby na kat. B (nie mówiąc już o symulatorze do kwalifikacji wstępnej), aby lepiej przygotować adepta do kierowania pojazdem?

A może ktoś nam dyktuje cenę? NIE! Przez tyle lat nie udało nam się doprowadzić do ceny minimalnej lub urzędowej, dlatego musimy sami o siebie zadbać. Nie patrzcie na „ogon” – zacznijcie patrzeć na najlepszych. A jakość niestety musi kosztować. Sądzisz, że jestem zdesperowany? A może ktoś zaczął właściwie myśleć także o Tobie? Ja chciałbym, abyśmy my wszyscy mogli uczciwie zarobić na dobre wyszkolenie przyszłych adeptów i godną starość. Czy dobrze wyszkolona osoba nie przynosi Tobie chwały? A starość? Przecież to czeka każdego z nas. I Ty też będziesz mieć moje lata. I też chciał(a)byś godnie żyć.

Pomyśl i TY o swojej przyszłości.

Dlatego przemyśl to wszystko od początku. Kalkulując nowa, cenę pamiętaj także o SWOJEJ WŁASNEJ JESIENI.

Dalej sądzisz, że kilkaset zł za kurs wystarczy? Jeśli tak – przeczytaj to wszystko jeszcze raz może czegoś nie zrozumiałeś?

Z wyrazami szacunku i życzeniami Bożonarodzeniowymi oraz Noworocznymi „aby lepiej nam się działo” w 2012 r. i następnych latach.

Tadeusz Stępniak
skarbnik WSOSKiI
kierownik OSK i instruktor nauki jazdy

W nieco innym, bardziej pozytywnym tonie, jest wypowiedź kierownika OSK z Gorzowa Wlkp.

My instruktorzy musimy mieć pasję w naszej pracy, a także świadomość tego, że mamy misję do wykonania. W sytuacji, gdzie jeszcze około czterech tysięcy ludzi ginie na drogach rocznie, a dziesiątki tysięcy doznaje trwałego uszczerbku na zdrowiu, żeby nie powiedzieć staje się kalekami. Są to olbrzymie koszty społeczne. Żaden premier, minister nie zrobi za nas tej olbrzymiej pracy. Jeżeli w naszej pracy jako priorytet przyjmiemy zarabianie pieniędzy, a nie realizację misji, to efekty będą takie, jakie są. Nie pokazujmy na innych, niech każdy z nas robi swoje i robi to dobrze. Myślę, że jeżeli ktoś nie ma efektów finansowych, a także osobistych satysfakcji z pracy, nie musi tego robić i nie powinien narzekać. Powiem więcej, mnie również wiele się nie podoba w szkoleniu i egzaminowaniu kierowców oraz działalności OSK, o czym wielokrotnie pisałem, ale dawno doszedłem do wniosku, że nie będę kopał się z koniem i realizuję hasło „Polaku i obywatelu ratuj się sam”. Umiesz liczyć, licz na siebie. Od ponad 21 lat prowadzę firmę, szkolę wyłącznie na kategorię B. Na reklamę od lat nie wydaję ani grosza. Najlepszą reklamą jest polecenie osób, które odbyły kurs w moim OSK. Jak do tej pory nigdy nie narzekałem, że nie mam co robić. Jeżeli będę prowadził dalej OSK, to jestem pewien, że pracy mi nie zabraknie. I nie jest tak, że wszyscy zdają za pierwszym razem, z tym bywa różnie w zależności od poziomu stresu, a także nabytych umiejętności i wiedzy. Jedno jest pewne, że kursanci spotykają się życzliwością, pomocą, a także wyjątkową atmosferą. Z każdym rozmawiam osobiście, zapoznaję z regulaminem obowiązującym w ośrodku szkolenia oraz przedstawiam jak przebiega szkolenie i w jakim terminie. Na pytanie, jaka jest cena kursu, odpowiadam: jeżeli pan, pani decyduję się na szkolenie, to proszę możemy zaczynać i umówmy się, że jak się spodoba i będzie dobrze, to pani, pan mi dobrze zapłaci. Jeżeli uznacie, że ja szkolę źle, to nic nie płacicie i nie będę miał pretensji. Będę miał satysfakcję, że uczestniczył w kursie teoretycznym, a także pozbył się przysłowiowego kalectwa. Bo jak można nazwać osobę dorosłą, która nie zna zasad uczestnictwa w ruchu drogowym. Po szkoleniu teoretycznym, może przejechać trzy godziny bezpłatnie (po uzyskaniu orzeczenia lekarskiego) i wówczas może zdecydować, czy będzie się szkolił, czy nie. Jeżeli tak, wpłaca połowę ceny kursu i szkoli się. Aby było jasne, to informuję, że od 2008 r. mam cenę 1550 zł, a od 2012r 1600 zł.

Tak więc podaję pod rozwagę, czy warto prowadzić profesjonalnie szkolenie i spokojnie spać, nie bojąc się nalotu UKS-su oraz kontroli prowadzonych przez starostwo powiatowe? Ciągłe narzekanie na to, że ktoś przeszkadza, konkuruje ceną, a to są jakieś firmy krzak, a to przepisy mu przeszkadzają itp. Proszę skupcie swój wysiłek na pracy dla siebie i róbcie to dobrze, a efekty same przyjdą. Korzystając z okazji u progu 2012 r tego Wam życzę koleżanki i koledzy.

Władysław Drzazga – Gorzów Wlkp.

źródło: Miesięcznik Szkoła Jazdy

Robimy prawo jazdy!

Dodane by admin w Artykuły, Nauka jazdy | Zostaw komentarz  

do jazdy należy się przygotować..

Czy w dzisiejszym świecie da się funkcjonować bez prawa jazdy? Właściwie to są taksówki, komunikacja miejska. Ale są też telefony stacjonarne i budki telefoniczne. A jakoś nikt nie wyobraża sobie życia bez ‘komórki’. Niezależnie od tego gdzie byłeś/byłaś kiedy wszyscy robili prawko, ciągle masz szansę nadrobić zaległości. Oto krótki opis tego co Cię czeka.

Która szkoła jazdy?
Zdobywanie uprawnień do kierowania pojazdami zaczynamy od wyboru Ośrodka Szkolenia Kierowców. W Urzędzie Miasta Kielc zarejestrowane jest 50 szkół jazdy. Każda z nich organizuje kursy dla przyszłych kierowców. Nie każda jednak oferuje usługi na równym wysokim poziomie. Przede wszystkim nie należy kierować się ceną, która waha się tylko w niewielkim stopniu i mało istotnymi czynnikami jak np. odległość. Do siedziby szkoły będziemy chodzić tylko kilka dni na zajęcia teoretyczne. OSK z poza Kielc często słabiej przykładają się do swojej pracy bo ‘u siebie’ i tak mają monopol na kursantów. Jazdy wtedy odbywają się w kilka osób – jedna osoba siedzi za kierownicą, reszta przesiadując z tyłu czeka po kilka godzin na swoją kolej. Z i tak ubogiej liczby godzin odliczane są dodatkowe dojazdy i powroty po nic nie wnoszącej trasie. Taka nauka jest nie tylko mało efektywna i bardziej stresująca kiedy ktoś nam ciągle patrzy na ręce, ale wręcz niezgodna z przepisami – w ‘eLce’ nie może być nikogo poza instruktorem i kierującym kursantem (z kilkoma wyjątkami np. praktykanta na instruktora). Przy wyborze szkoły należy kierować się przede wszystkim opiniami znajomych, renomą, wizerunkiem na jaki szkoła pracuje.

Ile to kosztuje?
Cena kursu oscyluje w okolicach 1200zł. Szkoły oferują różne promocje i upusty, chociażby darmowe badania lekarskie dla uczniów i studentów. Normalnie takie badania to wydatek rzędu 50zł. Kolejne wydatki jakie należy doliczyć do ceny samego kursu to koszt umówienia egzaminu. Obecnie cena egzaminu łączonego, czyli teoretyczny i praktyczny w jednym terminie, wynosi 134zł. Pojawiły się jednak informacje o nadchodzącym podwyższeniu tej opłaty. W przypadku nie zaliczenia egzaminu, za kolejne płacimy już równowartość poprawki samej części praktycznej, czyli 112zł. Jeżeli przed kolejnym podejściem zdecydujemy się na jazdy dodatkowe, będziemy musieli za nie zapłacić 40zł od godziny. Po każdym co trzecim nie zdanym egzaminie jesteśmy zmuszeni do odbycia kursu doszkalającego – 5 godzin dodatkowych zajęć praktycznych. To samo tyczy się części teoretycznej egzaminu.

Chociaż wspomniana cena kursu jest utrzymującym się od dłuższego czasu standardem, to niektóre ośrodki swojej szansy przebicia się na rynku szukają w zaniżaniu tej stawki. Przeważnie jest to jednak okupione jakością usług. Cena 1200zł nie została wyssana z palca i już teraz jest utrzymana na minimalnym opłacalnym poziomie. Dlatego chociaż można znaleźć oferty kursów nawet w granicach 1000zł to należy liczyć się, że właściciel ośrodka na czymś oszczędza. Może na stanie technicznym auta, na którym się szkolimy, może na wynagrodzeniu instruktora, a co za tym idzie jego motywacji do pracy. Czy taka oszczędność na samym kursie opłaci się w przyszłości? Być może tak, a być może później nadpłacimy to z nawiązką w kosztach kolejnych egzaminów i godzin dodatkowych.

Jak wygląda kurs?
Podstawowy kurs, którego odbycie wymagane jest przed przystąpieniem do egzaminu składa się z aż (lub tylko) 60 godzin zajęć. Kurs dzielony jest po połowie na części teoretyczną, czyli wykłady, oraz praktyczną. Na wykładach poznajemy przepisy, znaki i zasady poruszania się po drogach itd. ‘Teoria’ przeważnie przerabiana jest w ciągu tygodnia i kończy się egzaminem wewnętrznym. Przez kolejne 30 godzin instruktor będzie starał się przygotować nas do samodzielnego prowadzenia auta oraz (lub przede wszystkim) pozytywnego zaliczenia egzaminu..

Dlaczego na kursie uczymy się przede wszystkim pod egzamin? Ponieważ jest on bardzo wymagający i ustawowe 30 godzin nie pozwala na wyszkolenie kursanta na w 100% pewnego siebie kierowcę. Instruktor rozliczany jest ze zdanego egzaminu, a do tego trzeba przede wszystkim jazdy ściśle (do przesady) zgodnej z przepisami. Przez to osoby bez naturalnych predyspozycji do prowadzenia samochodu po 30 godzinach często pokonują skrzyżowania na pamięć. Zdadzą, ale co będzie kiedy wyjadą poza już ‘objeżdżone’ Kielce? Tą pewność siebie w większości nabywamy dopiero jeżdżąc już samemu, po setkach i tysiącach kilometrów. Niestety taki tok nauki narzuca mała liczba godzin i wymagania egzaminu. Nadgorliwość egzaminatorów bywa tak duża, że ‘starzy’ kierowcy, z setkami tysięcy przejechanych kilometrów, prawdopodobnie nie zdaliby egzaminu na prawo jazdy.

Egzamin
Kiedy już po odbyciu kursu czujemy się przyszłymi mistrzami kierownicy, przychodzi długo oczekiwany dzień egzaminu. Na prawdę długo oczekiwany, gdyż w sezonie, czyli w okresie wakacyjnym, okres oczekiwania na swój termin może wynosić ponad miesiąc. Podczas egzaminu będziemy musieli zaliczyć część teoretyczną oraz praktyczną, czyli tzw. obsługę, jazdę po łuku, ruszanie na wzniesieniu i jazdę po mieście.

Część teoretyczna to testy przeprowadzane na przystosowanych komputerach WORD. Maszyna losuje dla nas 18 pytań, w których możemy popełnić tylko 2 błędy. Po zaliczonych testach udajemy się na plac manewrowy. Tutaj musimy pokazać instruktorowi, że znamy się na obsłudze samochodu – w dużym uproszczeniu. Mianowicie wskazujemy jeden wylosowany element z pod maski auta (np. zbiornik płynu hamulcowego) i tłumaczymy jak sprawdzić jego stan. To samo tyczy się oświetlenia – losujemy np. światła przeciwmgłowe, musimy je włączyć i sprawdzić czy działają wskazując je egzaminatorowi. Ten etap to przeważnie formalność. Następnie czeka nas jazda po pasie ruchu – czyli tzw. łuk. Musimy przejechać krótki wyznaczony skręcający odcinek trasy, do przodu i do tyłu, bez zatrzymania lub najechania na linie i pachołki. Ostatnią rzeczą, która nas czeka na placu to ruszanie pod górkę z użyciem hamulca ręcznego. Samochód nie może stoczyć się do tyłu więcej niż 20cm. Przydatne do późniejszego wyjeżdżania z podziemnego garażu w galerii handlowej.. Wszystko zaliczone – jedziemy na miasto. Teraz przez około 45 minut musimy poruszać się po drogach absolutnie zgodnie z przepisami i odpowiednią dynamiką jazdy. Musimy m.in. przejechać przez różne rodzaje skrzyżowań, wykonać zawracanie, parkowanie, pokazać, że pamiętamy o najdrobniejszych szczegółach i panujemy nad autem. To wszystko w dużym stresie. A wystarczy zatrzymać się na linii stopu kilka centymetrów za daleko i wracamy do WORD ‘na tarczy’.

Cały nasz egzamin jest rejestrowany na kamerach umieszczonych w egzaminacyjnym Nissanie. Oznacza to, że jeżeli nie zgadzamy się z decyzją egzaminatora, możemy poprosić o zapis wideo i sprawdzenie przez osobę nadzorującą czy decyzja była poprawna. Średnia zdawalność w WORDach to około 30% pozytywnie zaliczonych egzaminów. Mitem jest przeświadczenie, że ‘prawka’ nie da się zdać za pierwszym razem. Jest to kwestia przede wszystkim rzetelnego przeszkolenia w przyjaznej atmosferze. Wielu udaję się zdać za pierwszym razem, Tobie też się uda.

© Michał Hozer
sprawdź stronę autora